3 dni później:
Weszłyśmy na pustą jeszcze halę w Warszawie. Zawodnicy rozgrzewali się i rozmawiali ze sobą. Złapałyśmy Wojtka, który przechodził obok nas. Wymieniłam z nim kilka zdań i skierowaliśmy się z nim na nasze miejsca na trybunach.
- Jeśli wygrają - wskazał na ekipę z Gdańska - Zapraszam Cię jutro na kolację. - Gdy to usłyszałam wybuchłam głośnym śmiechem i poklepałam go po ramieniu.
- No co? - mówił przez śmiech.
- Nic nic. Ty to masz poczucie humoru... - wyszeptałam i puściłam do niego oczko.
- Prawdę mówię. To co, około 19 będę. A Marcelinką zajmie się Bednorz z dziewczyną, niech się przyzwyczajają.
- Jak ty im ufasz, to ja też. Zgoda. - uśmiechnęłam się.
Całą naszą trójką kibicowaliśmy żółto-czarnym. W warszawskim wyjściowym składzie nie było Michała. Siedział z boku w klubowych ubraniach. Rozglądał się po hali, trybunach prawdopodobnie wypatrując mnie. Starałam nie zwracać uwagi na jego osobę. On już mnie nie dotyczy... wmawiałam sobie.
- Coś się stało? - zapytał Wojtek, który głaskał moje pięści.
- Nie, nie... - odezwałam się zachrypniętym głosem. Odwzajemniłam jego szczery uśmiech i oparłam o jego bark. Chwyciłam i objęłam jego przedramię, po którym zaczęłam jeździć opuszkami palców.
Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Gdańska, co sprawiło że zajęli 2 miejsce w tabeli zaraz po Zaksie i wyprzedzili tym samym Skrę.
Wyszliśmy z hali jako ostatni, gdyż siła wyższa, która miała na nazwisko Anastasi, zatrzymała Wojtka. Czekaliśmy więc na niego przed drzwiami wyjściowymi. Mijaliśmy kilku siatkarzy, w tym Michała, który przeszedł obojętnie. Przyznam, że takiej reakcji z jego strony się spodziewałam i tym samym nie rozczarowałam się.
- Możemy iść moje drogie Panie... - Włodarczyk chwycił Marcelinkę za rękę a mnie objął w pasie. Wyszliśmy z budynku i pojechaliśmy do domu. Władeczek odwiózł nas a sam pojechał do Bełchatowa.
- Widzimy się jutro przed 19 ... - zwróciłam się do Wojtka a ten przytaknął i przybił piątkę z córką.
- Pa pa! - pomachałyśmy mu gdy odjeżdżał.
Następnego dnia:
Tak jak się omówiliśmy Wojtek zabrał o 10 Miśkę i zawiózł ją do znajomych. Około 19 był z powrotem. Tym razem ubrany w koszulę biała, marynarkę i ciemne spodnie. Sama też się nieźle odstawiłam - jakby to ujął Wojtek.
Ubrałam ulubioną czerwoną sukienkę, do tego wysokie czarne zamszowe szpilki. Zrobiłam lekki makijaż a włosy upięłam w kok.
Ubrana w taki zestaw otworzyłam drzwi siatkarzowi. Ledwo co wszedł, bo nie odrywał wzroku od mojej osoby.
- Łaaa... - objął mnie całym swoim ciałem i kołysaliśmy się przez chwilę. - Jeśli tak wygląda kobieta, która urodziła mi córkę, to boję się co się działo będzie jak będziemy mieli syna! - poruszył zabawnie brwiami a ja odpowiedziałam głośnym śmiechem.
- Możesz sobie marzyć. - pokazałam mu język.
- Ponoć marzenia się spełniają...
- Haha! - zabrałam kopertówkę z garderoby i podeszłam do bruneta.
- Urosłaś! - zmierzył mnie od góry do dołu.
- Szpilki ... - stuknęłam butami. - Idziemy? - złapałam go za rękę.
- Oczywiście, że tak. - podał mi płaszcz, który od razu zarzuciłam i mogliśmy wyjść z mieszkania.
- Gotowa na rankę? - zapytał, gdy parkowaliśmy przed restauracją.
- No wiedziałam, wiedziałam! Randka! Też mi coś! Ania nie będzie zazdrosna? A przepraszam. Już nie jesteście razem. Ona cię rzuciła czy ty ją? Pewnie dostałeś kosza, no bo kto by z takim wytrzymał...
- Z takim? - zapytał udając poważnego.
- Oj Wojtek! - zaprzestałam naszej małej śmiesznej kłótni. - Przepraszam! - rzuciłam, gdy otworzył mi drzwi.
- Jak ja z tobą wytrzymałem te 2 lata. - westchnął.
- A potem na 3 lata zamilkłeś. - wypomniałam mu.
- Musisz mi o tym przypominać?
- Dobrze wiesz, że o tym akurat nie da się zapomnieć, puścić w niepamięć...
- Wiem, wiem. - spuścił wzrok i głaskał moją talię. - Spróbujmy jeszcze raz, od nowa...
Zamilkłam na jego słowa. Owszem po cichu myślałam, że nasza relacja ulegnie poprawie ale nie do tego stopnia, że będziemy parą czy kimś więcej dla siebie.
- Nie oczekuje, że powiesz mi O Boże! Kocham Cię! i weźmiemy ślub ...
- Bez przesady... - przerwałam mu.
- Zobacz, że od tamtego wydarzenia z Marcelinką w szpitalu nie kłóciliśmy się w ogóle. A wręcz przeciwnie.
- I to jest niby powód do powrotu do siebie? Przestań...
- Nie! Źle mnie zrozumiałaś... Chce, żeby między nami było dobrze. Bez kłótni, wyzwisk. Nie pragnę nie wiadomo czego. Chcę jedynie wynagrodzić ci te ostatnie lata...
- Myślisz, że w taki sposób uda ci się to? Co? Znowu będziemy razem, szczęśliwi a potem znowu coś ci się uroi i znowu zostawisz nas?! Tak, powtarzam te znowu,. bo tak już było. Nie chce by to się powtórzyło.
- Nie powtórzy się! Obiecuję
- Jaką dasz gwarancje?! Związek to nie sklep z elektroniką! Nie ma takiego czegoś jak gwarancja udanej miłości... Nie ma... - z moich oczu napływały powoli gorzkie łzy, lecz nie doprowadziłam do tego, by spłynęły po moim policzku.
Wpatrywaliśmy się w siebie milcząc. Kolejny raz psujemy naszą relacje, która odrodziła się choć trochę, na chwilę. To już jest chore.
Ochłonęliśmy po ostrej wymianie zdań i weszliśmy do lokalu. Zajęliśmy miejsca przy zarezerwowanym stoliku. W ciszy przesiedzieliśmy pół godziny. Po posiłku poprosiłam, by partner odwiózł mnie do mieszkania. Z trudem zgodził się. Chciał mnie namówić na krótki spacer i rozmowę. Miałam dość na dziś, zdecydowanie.
- Dzięki za wieczór. - odpięłam pas i próbowałam wyjść z auta, gdy Wojtek mi to uniemożliwił.
- Co z nami? - usłyszałam.
- Nie ma nas... - szepnęłam i energicznie wyszłam z samochodu. Usłyszałam tylko trzask zamykających się drzwi i szybkie kroki w moją stronę.
Gwałtownie odwróciłam się i zanim powiedziałam cokolwiek i zrobiłam jakikolwiek ruch znalazłam się w objęciach Włodarczyka.
W ułamku sekundy nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku, którego żaden z nas nie miał ochoty przerywać...
Iść bez Ciebie znaczy
Iść w bezdroża,
Gdzie nic, prócz pustych serc,
Już nas nie spotka
I płonący piach dotyka płuc,
A do źródła tysiąc mil.
Wróć raz jeszcze...
***
I takim miłym akcentem kończy się rozdział 15...
Przyznać się, kto spodziewał się takiego obrotu spraw? :D A może kogoś zaszokowałam?
- Co z nami? - usłyszałam.
- Nie ma nas... - szepnęłam i energicznie wyszłam z samochodu. Usłyszałam tylko trzask zamykających się drzwi i szybkie kroki w moją stronę.
Gwałtownie odwróciłam się i zanim powiedziałam cokolwiek i zrobiłam jakikolwiek ruch znalazłam się w objęciach Włodarczyka.
W ułamku sekundy nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku, którego żaden z nas nie miał ochoty przerywać...
Iść bez Ciebie znaczy
Iść w bezdroża,
Gdzie nic, prócz pustych serc,
Już nas nie spotka
I płonący piach dotyka płuc,
A do źródła tysiąc mil.
Wróć raz jeszcze...
***
I takim miłym akcentem kończy się rozdział 15...
Przyznać się, kto spodziewał się takiego obrotu spraw? :D A może kogoś zaszokowałam?
Pozdrawiam, Paullien <3


Będzie dobrze, ja to wiem. Niech ona da mu tą szansę i będzie fajnie. Rozdział bardzo mi się podoba.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny.
Dużo weny życzę
Buziak
p.s 1 Wszystkiego najlepszego 💖
P.s 2 zapraszam do siebie na epilog
Och, no oni muszą się w końcu zejść. ;p
OdpowiedzUsuńCzekam na next ;*