Rozdział 4


Wojtek

Pod moim udawanym uśmiechem kryje się wstyd i żal. Naiwnie wierzysz, że zapomniałem o przeszłości i czerpię radość z życia. Uważasz, że gardzę Tobą i nienawidzę Cię. W ten sposób próbuję się powstrzymać przed głębokim uczuciem miłości do Ciebie. Tymczasem, moja psychika nie daje rady.
Ból, jaki zadałem Tobie staje się dla mnie nie do zniesienia. Świadomość, że cierpiałaś każdego dnia przeze mnie, powoduje, że znoszę wewnętrzne katusze. Nie potrafię nawet spojrzeć w lustro. Wstydzę się. Męczę się sam ze sobą i swoimi wyrzutami sumienia.
Umiera we mnie najpiękniejsze uczucie - miłość. Serce, które kiedyś pałało wielkim pragnieniem do Ciebie, stało się zimne i lodowate. Nie potrafię kochać jak kiedyś.
Walczę ze swoim poczuciem winy. Wbrew temu co obecnie czuję, pragnę stać się takim człowiekiem jakim byłem kiedyś. Nie obejdę się bez Twojej  pomocy. Potrzebuje Ciebie. Twoich słów otuchy, zrozumienia i wsparcia. Pragnę, byś mocno przytuliła mnie do swojego serca. Chcę czerpać z niego ciepło bijącej miłości. Napawać się Twoim oddechem i dotykiem. Poczuć Twoją bliskość dotykając kasztanowych włosów, policzków, obejmując szyję, muskając Twoje rozchylone wargi, przytulając lekkie ciało do swojej klatki piersiowej.
Pragnę, byś była obecna w moim życiu. Proszę...

Podniosłem swoje ciężkie ciało z łóżka. Starałem się nie obudzić obok śpiącej córki. Pocałowałem ją w policzek i zostawiłem mówiąc Kocham Cię księżniczko. Ostrożnie zamknąłem drzwi sypialni.
Z lekkością krzątałaś się po kuchni przygotowując kolację. Patrzyłem na Ciebie i śledziłem każdy ruch. W myślach dotknąłem Twoich  ramion i objąłem Cię w biodrach. Zatopiłem moją twarz w Twoje lśniące włosy i błagałem z płaczem o litość.
W rzeczywistości zbliżyłaś się do mnie i dotknęłaś mojego ramienia. Patrzyłaś pytająco prosto w moje oczy.
- Wszystko okej? Marcelina zasnęła? - rozczuliłaś mnie swoim uśmiechem, wyrywając z marzeń.
- Tak, tak... zasnęła. - rzuciłem z uśmiechem. Odwróciłaś się na pięcie i ruszyłaś w stronę aneksu kuchennego.
- Pomożesz mi? - poprosiłaś podając mi talerze.
Nakrywałem do stołu zerkając na Ciebie. Podziwiałem Twoje ciało, mierząc je od góry do dołu.

- Wina? - zaproponowałem po skończonej kolacji.
- Pewnie, tylko zajrzę do Misi. - otuliłaś mnie wielkim przyjacielskim uśmiechem.

- Za... nasze zdrowie. - powiedziałaś nieśmiale podnosząc do góry szkło.
- Za nowy początek. - rzuciłem bez zastanowienia. Poparłaś mnie stukając kieliszkiem.
- Nowy początek. - spojrzałaś na mnie obracając naczynie w palcach. Głęboko odetchnęłaś zerkając na mój nieśmiały uśmiech. Upiłaś łyka alkoholu, po czym zabrałem Tobie szkło. Popatrzyłaś na mnie ze zdziwieniem. Przysunąłem się i objąłem Twoją twarz. Bezskutecznie próbowałaś  oderwać się od mojego ciała. Spojrzałaś mi w oczy, później skierowałaś wzrok na moje usta. Musnąłem Twoja dolną wargę zatapiając się w namiętnym pocałunku.

Gwałtownie odsunęłaś mnie od siebie naciskając na moją klatkę. Popatrzyłaś z wrogością i wściekłością, po czym wymierzyłaś mi policzek.
- Co ty wyprawiasz? Co to miało być? - wykrzyczałaś. Rzuciłaś we mnie poduszką. - Zapomniałeś języka? - wpatrywałaś się szklanymi oczami w moje, oczekując konkretnej odpowiedzi.  Patrzyłem na Twoją rozwścieczoną minę. Potem spuściłem wzrok na podłogę.
- Wojtek... - szepnęłaś do mnie ciepło. Poczułem miłe ukłucie w sercu.
- Przepraszam. Poniosło mnie. - zakryłem twarz dłońmi. - Zapomnij o tym. Przepraszam... - powiedziałem na odchodne.  






Paulina 


Po wczorajszym incydencie mijaliśmy się szerokim łukiem. Nawet przy wspólnym śniadaniu Marcelina zauważyła, że jest coś na rzeczy. Starałam się nie zważać na jego zaczepki - prośby o rozmowę czy łapanie mnie za rękę. Byłam strasznie zła i roztrzepana - można było to dostrzec podczas wykonywania codziennych czynności: sprzątanie zabawek czy nakrywanie do stołu - wszystko wymykało mi się z rąk. Nie byłam w stanie normalnie zachowywać się przy tym człowieku. Cały czas miałam w oczach nasz pocałunek i cios zadany prze mnie. Należało mu się! Nie pozwoliłam, by jednym gestem naprawił swoje błędy.


- Porozmawiajmy ... - wyrwał mnie z transu i chwycił za ramię. - Popatrz na mnie. - zmusił do wymiany spojrzeń. Milczałam.
- Zostaw mnie! Nie obchodzisz mnie! - wykrzyczałam mu w twarz. Zabrałam jego ręce z moim ramion i spojrzałam na jego łzy. Odsunął się, po czym oparł głowę o szafkę i z całej siły uderzył ręką o blat kuchenny.
- A ty mnie obchodzisz! - krzyknął najgłośniej jak tylko mógł. - Ty i Marcelina!
Gwałtownie chwycił za pusty szklany dzbanek i z potężną siłą strącił go z blatu. Usłyszałam tylko przekleństwa z jego ust i ogromny trzask tłukącego się szkła, który rozbił się na milion drobnych kawałków.
- Proszę... Nie krzycz... - stałam obok niego zapłakana i roztrzęsiona.
- Zależy mi na Was! Kurwa zależy! Przestań grać moimi uczuciami do cholery! Niszczysz mnie! - zatrzymał się, by złapać oddech. - Kochasz mnie nadal? - złapał moje spojrzenie.
- Jak mogłabym kochać takiego drania? Po tym wszystkim? Nie jestem głupia! - odwróciłam gwałtownie głowę i zrobiłam krok w tył.
- Dlaczego mi to robisz? - wrzasnął z płaczem zaciskając zęby.

Zrobiło mi się go żal. Widziałam jak cierpi. Nie mogąc znieść jego rozpaczliwego łkania przytuliłam się do niego. Objęłam go w pasie i przyłożyłam mój policzek do jego karku. Dłońmi głaskałam po torsie.  Czułam ciepło bijące od MOJEGO mężczyzny. Potrzebowałam tego. Tuląc się do niego, czułam się bezpieczna i ... kochana.
- Przepraszam, jestem okropna. Próbuję zaprzeczyć moim uczuciom do Ciebie, ale nie potrafię. - wyszeptałam z płaczem. Oczekiwałam na jego odpowiedź, reakcję, cokolwiek. Milczał oparty o mebel. Słyszałam tylko jego ciężki oddech.

Rozstaliśmy się po tym, jak Wojtek wyszedł bez słowa na trening. Zostałam z Marceliną w jego mieszkaniu. Starałam się by nie zauważyła mojego smutku, więc zachęciłam trzylatkę do wspólnego oglądania filmu.
- Gdzie tata? Wyszedł? - zapytała podnosząc głowę z moich kolan. Patrzyła z nadzieją, że zgodzę się na wyjście do SKRY.
- Jest na treningu. - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem głaszcząc jej policzek.

Na hali rozgrywał się sparing z miedzianymi z Lubina. Po dwugodzinnym wyrównanym meczu, żółto-czarni przegrali 3:2. Conte zakończył mecz nieudaną zagrywką. Sztab szkoleniowy i zawodnicy obu drużyn pożegnali się pod siatką i udali się na miejsca siedzące by odpocząć. Bełchatowian nie opuszczał humor nawet po porażce. Demonstrowali nieudane próby przyjęcia i ataków przez kapitana swojej drużyny. Pomimo docinków ze strony kolegów, Włodarczykowi także udzielała się dobra atmosfera. Żartował razem z nimi, choć był świadom własnego braku zaangażowania w mecz. W pewnej chwili spojrzał na trybuny, gdzie razem z córką obserwowałam to zdarzenie. Jego mina spoważniała. Skierował się w naszą stronę opuszczając zawodników. Wchodząc po schodach nie spuszczał nas z oczu. Próbowałam nie odwzajemniać spojrzenia, lecz było to silniejsze ode mnie. Śledziłam jego ruch, aż do momentu gdy usiadł obok Marceliny i uśmiechnął się do niej łaskocząc ją po brzuszku.
- Tato... - oderwała się od krzesełka i przytuliła tatę.
- Poczekacie na mnie? Przebiorę się i pójdziemy na obiad. Okej? - zaproponował patrząc chłodnym wzrokiem na moja osobę.
- Wojtek... - wyszeptałam, po czym zrezygnowałam z kontynuowania wypowiedzi. Przytaknęłam. Ucałował czoło małej istotki na pożegnanie i skierował się do wyjścia. Chwyciłam za rękę Marcelinę i poszłyśmy za wysokim mężczyzną.

***
Hej :) Jak wrażenia po 4. rozdziale? Podoba się? 
Dużo krzyku, płaczu, miłości :D  no i Conte w żółto-czarnej koszulce <3 Nie rozumiem jego transferu do Chin :D
Początek roku nie oznacza braku weny i nowych pomysłów na opowiadanie :) Będą się pojawiały tradycyjnie w każdą niedzielę (postaram się).
Trzymam za Was kciuki w tym roku szkolnym :) Dacie radę, bo jak nie Wy, to kto?
Miłej niedzieli <3

Mierzyć wysoko i wierzyć w to mocno!
Nawet jak przegrasz, zostanie Ci godność!

Pozdrawiam, Paullien <3

2 komentarze:

  1. Wojtek w roli taty? Chyba pierwszy raz zetknęłam się z taką historią o nim :) I kurczę, jego relacje z córeczką są takie słodkie, mimo że mała nie miała wcześniej szansy na to aby był przy niej cały czas. Wydaje mi się że chłopak wystraszył się całej odpowiedzialności więc "uciekł" początkowo, ale po jakimś czasie zrozumiał że źle postąpił i punkt dla niego za to że próbuje to poprawić. Widać że nie tylko na córce mu zależy, ale i na jej matce. Ale to trudne nagle wpaść sobie w ramiona skoro serce Pauliny zostało bardzo zranione. Wojtek musi najpierw odbudować jej zaufanie :) Nie może najpierw patrzeć na nią wilkiem, potem całować i pytać czy go kocha, i znowu załączyć chłodne spojrzenie. Normalnie jak baba w ciąży ...
    Bardzo sympatyczne opowiadanie, styl pisania masz bardzo wciągający :) Z chęcią będę oczekiwała kolejnych rozdziałów :) Pozdrawiam i jeśli masz ochotę to wpadnij do mnie : http://sono-un-italiano.blogspot.com/
    Życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. No Wojtek bedzie miał sporo roboty, żeby odbudowac zaufanie Pauliny :) Rozdział świetny! :)

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic