Nastał nowy poranek. Noc spędziłam na wygodnej kanapie w salonie. Wczoraj nie zamieniliśmy ani słowa. Milczałam jak zaklęta. Z resztą, nie miałam ochoty na jakąkolwiek rozmowę.
Po przebudzeniu rozmyślałam o tym, co działo się podczas mojej ciąży. Wracałam do tych szczęśliwych jak i trudnych chwil. Mimo, że nie miałam zbytnio wsparcia duchowego ze strony Wojtka jak i moich rodziców, nie czułam się samotna i zbędna. Tylko dzięki Oli - przyjaciółce z gimnazjum, która zna mnie jak nikt inny i obecnie jest moim największym wsparciem - przetrwałam. Oczywiście, były chwile bezsilności. Zdarzało się, że cały dzień płakałam i wyżywałam się na przypadkowych przedmiotach, które rzucałam o ścianę i podłogę. Miałam dość otaczającego mnie świata. Wiele razy poddawałam się i próbowałam zakończyć te pokręcone życie.
Moją retrospekcję przerwał tupot małych stópek Marcelinki wybiegającej z sypialni Wojtka. Uśmiechnięta brunetka w niebieskiej piżamce wskoczyła na moje kolana. Skradłam jej buziaka i przeczesałam palcami jej grzywkę.
- Dzień dobry! - przywitała się.
- Dzień dobry. - przytuliłam ją mocno. - Wskakuj! - podniosłam kocyk i otuliłam nim córkę przysuwając ja do siebie. Wtedy z pokoju wyszedł zaspany 29-latek. Spojrzał na nas i uśmiechnął się szeroko. Nieśmiale odwzajemniłam uśmieszek. Patrzył na mnie, jakby mocno czegoś żałował i oczekiwał na wybaczenie. Zrobiło mi się go żal. Dostrzegłam w jego oczach błysk. Widziałam jak męczy się z myślami. Chciałam zapytać się czym się tak zadręcza, ale w porę zdążyłam ugryźć się w język.
Marcelina oparta o moje ramie wyciągnęła obie dłonie i zachęciła tatę do zabawy w łapki. Śmiałam się z ich gry. Pierwszy raz od kilku lat mogłam z bliska podziwiać jego piękne rysy twarzy. Pragnęłam musnąć moimi ustami jego szyję i silne ramiona.
- Jak się spało? - zapytał przerywając moje rozmyślania.
- Świetnie. Nie narzekam, choćby dlatego, że sama zaproponowałam moje miejsce spania. - spojrzałam na niego odwzajemniając uśmiech.
- Czyli niewygodnie. - zażartował.
- Chodź, zrobimy śniadanie. - rzucił po chwili, gdy Marcelina przestała pogrywać ze względu na zainteresowanie się leżącą obok kolorowanką. Wstał i podał mi dłoń. Nie zareagowałam na jego prośbę. Siedziałam zdziwiona z uchylonymi ustami i patrzyłam na jego radosną minę. Ruchem głowy ponaglił mnie. Nieśmiale chwyciłam go za rękę i pomógł mi wstać.
Jego uśmiech i dotyk sprawił, że myślami powróciłam do czasów, kiedy byliśmy razem - szczęśliwi i oddani tylko sobie. Żyliśmy z dnia na dzień czerpiąc z niego maksimum. Trwaliśmy tak dopóki nie oznajmiłam mu, że zostanie ojcem. Wówczas przestało być tak kolorowo. Oddaliliśmy się od siebie. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać i co najgorsze - mieszkać. Obiecał, że pomoże mi tylko i wyłącznie finansowo - dotrzymał słowa. Mógł zrobić o wiele więcej, ale nie chciał. Jego zarozumiałe ego nie pozwalało mu na to.
Ze względu na piękną słoneczną pogodę, po skończonym treningu Wojtka i wspólnym obiedzie w najlepszej restauracji w mieście udaliśmy się na długi spacer po jednym z bełchatowskich parków. Chodziliśmy po pożółkłych rozrzuconych na ziemię liściach. Patrzyliśmy w niebo podziwiając krążące nad nami wojskowe samoloty zmierzające ku zachodowi. Wolny czas na świeżym powietrzu dobrze na nas wpłynął. Najbardziej skorzystała z tego Marcelina, która bawiła się w najlepsze. Biegała po trawniku i rzucała liśćmi, które spadały z drzewa z lekkim podmuchem ciepłego wiatru.
- Pięknie pachnie jesienią. - spoglądając w niebo przerwałam narastającą ciszę między mną a Wojtkiem.
- Bardziej liśćmi i deszczem. - stwierdził mój towarzysz. Popatrzyłam na niego kątem oka i oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Nawet nie padało. - zmarszczylam czoło.
- Dzisiaj może nie, ale wczoraj wieczorem. - usłyszałam - Jeśli nie wiesz o czym gadać - mów o pogodzie. Polecam, Władeczek. - zażartował.
- Tato, patrz! - krzyknęła Marcelina, która wskazywała palcem na ziemię. - Tu jest żaba. - przykucnęła obok zwierzątka a razem z nią Wojtek.
- Rzeczywiście. Chcesz ją wziąć na ręce? - zasugerował z żartem.
- Nie! Fuj! - Marcelina odskoczyła, gdy żaba poruszyła się i zniknęła pod pniem starego drzewa.
- Uciekła, a szkoda. Byłaby świetna fotka na instagrama. - odwrócił głowę w moją stronę po czym schował telefon.
- Milion laików gwarantowane. - uśmiechnęłam się do mężczyzny i podałam moją dłoń córce, która była zniesmaczona widokiem uciekającej żaby. Brunet dołączył do nas i pokierował w stronę powrotną.
Zbliżał się wieczór, przez co musieliśmy pospieszyć się z wycieczką po okolicy. Zmęczeni i zadowoleni wróciliśmy do mieszkania. Zjedlismy sycąca kolację i obejrzeliśmy film animowany. Miśka była tak bardzo zainteresowana akcją rozgrywająca sie na ekranie, że po dziesięciu minutach seansu zasnęła w ramionach taty. Za moją prośbą zaniósł ją do łóżka. Zanim wrócił, zdążyłam położyć się na sofie i zasnąć.
***
Tadaa! 3. rozdział opublikowany! :) Jeśli chodzi o ich relację, to nieco się poprawiła. Nie chciałam tu dramatyzować, kłócąc ich ze sobą. Jak wiadomo relacje między rodzicami odbijają się na dziecku. Nie pozwolę na cierpienie małej istotki :)
Trzymajcie się ciepło!
Pozdrawiam, Paullien <3
Dobrze, że ich relacje się poprawiły. Zawsze szkoda mi dzieci kiedy ich rozrzucone drą że sobą koty. Czekam na kolejny i pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńDzieci najważniejsze :) Również pozdrawiam ;)
UsuńNo wspaniale się czyta ���� czekam na kolejne części:)))))
OdpowiedzUsuń<3 <3 <3
OdpowiedzUsuńSuper rozdział,dobrze że ich relacje się ociepliły,przecież mają razem dziecko. Widać ,że dażą się uczuciem do siebie ,mam nadzieję że porozmawiają ze sobą szczerze. Oni się kochają , a ich córka jest cudwna, dobrze że spędzają ze sobą wspólnie czas.czekam na kolejny.Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuń:*
UsuńŚwietny rozdział, czekam na kolejne. Pozdro ��
OdpowiedzUsuń