Michał:
Całą noc przegadaliśmy w salonie oglądając filmy przygodowe. Paulina nie świadomie zasnęła na moim ramieniu obejmując mnie w pasie.
Podniosłem ciężkie powieki i z trudem ujrzałem światło bijące z okna. Drgnąłem, gdy ogarnął mnie zimny powiew. Zerknąłem na dziewczynę, która osunęła się z mojego objęcia i policzkiem dotykała mojej szyi. Delikatnie odsunąłem się od niej i powoli położyłem jej głowę na poduszkę, okrywając kocem.
Wziąłem kąpiel i przebrałem się. Po 10 minutach byłem z powrotem w salonie. Zaniepokoiłem się brakiem Pauliny na kanapie, więc przestraszony chodziłem po mieszkaniu i sprawdzałem każdy kąt. Gdy ostatecznie udałem się do pokoju Marceliny odetchnąłem z ulgą.
- Cześć wujek. - Miśka obdarowała mnie uśmiechem i przytuliła się do mnie. Po chwili byłem w objęciach dwóch kobiet. Pocałowałem czoło mojej dziewczyny i pogłaskałem jej policzek.
Za namową głodnej Miśki poszedłem z nią do kuchni by przygotować śniadanie. Sprawnie poszło nam krojenie warzyw i smażenie jajecznicy. Z dumą zaprosiliśmy Paulinę i wspólnie zasiedliśmy do stołu.
Paulina:
Z powodu, że musiałam koniecznie wyjść do pracy, Michał obiecał zaopiekować się moją córką. Pożegnałam z się domownikami i udałam do podziemnego garażu. Wyjechałam na warszawską ulicę i skierowałam w prawo na pierwszym skrzyżowaniu mijając klub politechniki.
- Hej - usłyszałam od koleżanki gdy weszłam do kliniki.
- Cześć... - uśmiechnęłam się i za jej namową zbliżyłam do lady.
- Ktoś do Ciebie - wskazała na czekającego przed moim gabinetem Wojtka.
- Dzięki... - szepnęłam. Skierowałam się w stronę Wojtka który siedział oparty o krzesełko. Trąciłam go delikatnie w ramię, a chłopak podniósł brwi i otworzył oczy. Zaprosiłam go do środka i pozwoliłam usiąść.
- Po co przyszedłeś? - zapytałam stając na przeciw jemu i krzyżując ręce na piersi.
- Porozmawiać?! - skrzywił się.
- O czym?
- Jeszcze się pytasz! O twoim pożal się Boże Michasiu! Co on robi u Ciebie?
- Zaraz ... śledzisz mnie czy co? - teraz to ja byłam zła.
- Nie! Po prostu... A co ja się będę tobie tłumaczył! Chce tylko sprawiedliwości. - dodał po chwili.
- Sprawiedliwości?
- Tak. Anka może pożegnać się z modelingiem...
- Trudno! - wtrąciłam się.
- Haha!
- I tak według ciebie wygląda rozmowa? Człowieku, przyszedłeś do mnie żeby mi wypominać sprawę z Michałem? Zazdrosny jesteś? Bo nie rozumiem po co odstawiasz tę szopkę.
Wojtek poruszał się po gabinecie małymi krokami zataczając coraz większe koła. Zakrył twarz dłońmi i dmuchał w nie.
- Masz racje.. Nie wiem co ja robię, ale to chyba z bezradności... - westchnął głęboko wyznając prawdę. Podeszłam do niego i przytuliłam się do wysokiego mężczyzny.
- Może to głupie co teraz powiem ja, szczególnie ja, ale ... będzie dobrze.
- To bez znaczenia .. zdrowia jej to nie wróci. - patrzyłam na jego smutna twarz. Jego humor również udzielał się mi.
- Mogę ci poradzić tylko jedno ... Porozmawiaj z Michałem. Tylko bez bójek i krzyków. - pogroziłam.
- Nie wierzę, że to powiem, ale masz racje... - uśmiechnął się teatralnie.
- Dzięki! - traciłam jego kolano swoim.
Późnym popołudniem zaprosiłam Wojtka do mnie bez wiedzy obecnego tam Michała. Chciałam by wyjaśnili sobie na spokojnie sprawę przy mnie. Mimo oburzenia z obu stron udało mi się doprowadzić do porozumienia. Nie oczekiwałam że będą się uwielbiać i traktować jak przyjaciele ale moim celem było zaprzestanie ciągłym kłótniom. Ostatecznie wieczór spędziliśmy w czwórkę na grach planszowych i pogadance.
Późnym wieczorem pożegnałam się z chłopakami. Wzięłam prysznic i udałam się do sypialni. Chwyciłam za ulubioną książkę, którą aktualnie kończyłam czytać i zasnęłam.
Obudziłam się nagle po głośnym i rozpaczliwym krzyku Marceliny. Ocknęłam się i spojrzałam na zegar: 1.43. Szybko pobiegłam pokoju małej. Siedziała skulona i płakała.
- Kochanie co się stało? - głaskałam ja po głowie po czym przytuliłam.
- Boli... - płakała coraz głośniej i była rozgrzana.
- Brzuszko? - odkryłam jej bluzkę a na ciele zobaczyłam zaczerwienie. - Chodź, ubieramy się. - bez zastanowienia podałam jej ciepłe ubrania i pomogłam się ubrać. Zarzuciłam na siebie klubową bluzę i zabrałam córkę z pokoju. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torby i wyszłam z domu. Marcelina płakała coraz bardziej a ja nie byłam w stanie jej pomóc. Zapakowałam córkę do samochodu i pojechałyśmy do szpitala. Tam zaopiekowała się nami pani doktor Nowak. Zabrała Miśkę na badania a mnie poprosiła bym zaczekała.
- USG wykazało pęknięcie woreczka żółciowego ... - wyznała kobieta w białym kitlu. Zakryłam buzie powstrzymując się od płaczu.
- Ale będzie dobrze?
- Proszę być dobrej myśli,zaczekać, na zakończenie operacji.
- Mogę ją zobaczyć?
- Niestety nie. Jest na bloku operacyjnym.
Zamilkłam i usiadłam przed blokiem. Modliłam się by operacja przeszła pomyślnie...
Po dwugodzinnej operacji doczekałam się jakiegokolwiek znaku od lekarza. Oznajmił, że wszystko poszło pomyślnie a ja w końcu mogłam odetchnąć z ulgą. Moje małe szczęście nie będzie cierpiało. W myślach dziękowałam Bogu.
Z pielęgniarką dotarłam do sali, gdzie przebywała Kruszynka. Podeszłam do jej łózka i pocałowałam w czoło. Usiadłam na brzegu łózka i trzymałam jej rączkę. Patrzyłam na jej śpiącą twarz. Nagle do pomieszczenia wszedł Wojtek wcześniej zawiadomiony przez mnie. Przywitał się ściskając mnie i ukucnął obok łózka szpitalnego.
- Jesteś dzielna... - wyszeptał kładąc swoją dłoń na moją rękę i Marcelinki. Wspólnie czekaliśmy na moment, gdy nasza malutka wreszcie się obudzi i uśmiechnie. Musieliśmy jednak na chwile opuścić sale, gdyż przyszedł lekarz, który musiał wykonać najpotrzebniejsze badania.
- Chodź. - usłyszałam a po chwili poczułam ciepło bijące z Wojtkowego ciała. Mocno wtuliłam się w niego i oddychałam płytko.
- Boję się... - wyszeptałam.
- Operacja się udała, więc wszystko będzie ok. Stało się... - zapewnił mnie. Oderwałam się od siatkarza, gdy salę opuścił lekarz. Podbiegłam do łóżka Marcelinki, która przed chwilą otworzyła oczy i 'wróciła do żywych'. Razem z Wojtkiem rozmawialiśmy z nią i pytaliśmy o jej samopoczucie.
***
Rozdział oceńcie sami w komentarzach :) Wyszło jak wyszło :) Wydaje mi się, że moja wena nieco podupadła ostatnimi czasy.
Życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku, by był udany tak jak mijający 2016 a nawet lepszy :*

Dziękuję, że jesteście :*
Drugi blog: You will find me ♥ z Lucą Vettori ♥
Pozdrawiam, Paullien <3
Jezu jak się wystraszyłam, na szczęście z Marcelinką wszystko dobrze, Wojtek i Paulina się zgadzają?! Cud 😱
OdpowiedzUsuńRozdział świetny
Czekam na kolejny
Pozdrawiam i weny życzę
Buziak 💋
P.s zapraszam do siebie
UsuńW sekrecie powiem, że będzie u nich coraz lepiej xd
UsuńLecę do Ciebie :*
Pozdrawiam :)
Przepiękny rozdział czekam na następny:) Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńPowiem (a raczej napiszę) tak - nie jestem na czasie z siatkówką i raczej nie czytam opowiadań o takiej tematyce, ale... No jak zaczęłam to czytać, to już nie mogłam przestać! Świetnie piszesz, potrafisz wciągnąć. :D
OdpowiedzUsuńCzekam już niecierpliwie na kolejny rozdział, a w wolnej chwili zapraszam do mnie - może coś Ci się spodoba? http://lilas-word.blogspot.com/p/tworczosc.html
Buziaki ;*
Dziękuję :*
UsuńWpadnę do ciebie jak napiszę ten komentarz :D
Pozdrawiam i życzę weny :)