Rozdział 11



Gdy zaparkowałam auto w podziemnym garażu, na zegarze wybiła 14. Wyjęłam z Hondy lekkie torebki z zakupami spożywczymi i udałam się windą na 4. piętro. Wychodząc z maszyny, usłyszałam donośne krzyki dochodzące najprawdopodobniej z mojego mieszkania. Szybko podbiegłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę. Moim oczom ukazali się dwaj wysocy mężczyźni.
- Wojtek, co ty... - spojrzałam na podbite oko  Włodarczyka. Byłam przerażona jego widokiem. Michał także nieźle dostał - miał porwaną koszulkę i chyba złamany nos. - Co tu się do cholery działo? - szarpnęłam wściekła obydwu.
- Ten chuj tu przyszedł i się wydarł! Jeszcze mnie pobił! - Michał próbował podnieść rękę na Wojtka, lecz powstrzymałam go.
- Bo miałem powód! - wydarł się we własnej obronie kapitan SKRY. Michał gwałtownie wyrwał się z mojego uścisku dłoni.
- Przestańcie! - krzyknęłam z całych sił - Siadać! - wskazałam na sofę w salonie. Spojrzałam na nich wrogo i zmusiłam do milczenia.
- On... - wyszeptał ze szklanymi oczami Włodarczyk. Speszył się moją poważną miną i zamilkł. Bezradna, zdenerwowana i wściekła na mężczyzn krążyłam po salonie i uspokajałam emocje masując swoje skronie. Ponownie spojrzałam na siatkarzy i usiadłam obok Michała.
- Co tu zaszło? Proszę mi natychmiast, w tej chwili powiedzieć. Wojtek! - spytałam wskazując na konkretną osobę. Michał próbował się wtrącić lecz nie dopuściłam do tego. Zakryłam mu buzię palcem i zmusiłam, bo opadł na oparcie kanapy.
- Twój Michał, bo tak mogę powiedzieć - parsknął arogancko - Nie zasługuje na Ciebie! Jest wobec Ciebie nie fair! - wykrzyczał.
- Nie rozumiem! O co chodzi? - byłam ciekawa jego odpowiedzi, tym bardziej że nie znałam prawdy, jaką ukrywają.
- Wychodzę! - rzekł Michał i i gwałtownie wstał. Za nim ruszył ojciec Marcelinki.
- Uciekasz? Tak? Brawo bydlaku! Bo tylko tak możesz zatuszować winę! - zwrócił się do niego.
- A Ty niby jesteś inny? - spojrzał na mnie sąsiad, gdy zbliżyłam się do mężczyzn.
- Michał, o czym mówi Wojtek?
- Powiedz! - wykrzyczał naładowany złością siatkarz z Bełchatowa a ja natychmiast go uciszyłam.
- Nie będę o tym rozmawiał w obecności tego ... imbecyla! - usłyszałam od Michała.
- Wojtku, wyjdź. Proszę. - poprosiłam chłopaka. Ten z trudem zgodził się na opuszczenie mieszkania. Zaproponowałam mu zaopatrzenie rany, na co odmówił mówiąc zajmij się tym palantem. Pożegnałam się z gościem i przykucnęłam naprzeciw Michała, który siedział na sofie i zakrywał twarz dłońmi.
- Powiedz mi. - pogłaskałam jego policzek.
- Ja jej nie widziałem... - z jego oczu wypłynęły łzy. - Było ciemno, a ona szła w czarnym płaszczu. Nie zauważyłem jej! Przysięgam! - odetchnął głęboko - To było w środę, po meczu. Pojechaliśmy z chłopakami do baru, świętować zwycięstwo. Potem wsiadłem do samochodu...
- Michał... - zakryłam usta dłonią z niedowierzaniem - Co ty najlepszego zrobiłeś? Ona żyje?
- Tak. - wyszeptał. - To była Ania, dlatego ...
- Wojtek tu przyszedł. - dokończyłam za niego. - Wszystko rozumiem.
- Nic nie rozumiesz! - spojrzał szklanymi oczami w moje. - To nie ty prawie zabiłaś człowieka po pijaku! - wykrzyczał i złapał się za kark. - Kurwa! - machnął gwałtownie rękami.
Patrzyłam na jego przerażoną minę. Był świadomy, tego co zrobił. Chociaż dobrze wiedział, że nie powinien wsiadać za kierownicę nawet po jednym piwie!
Wstałam i podeszłam do niego. Próbowałam przytulić się do siatkarza, lecz ten nie dopuścił do tego.
- Próbuję Ci pomóc i uspokoić. - wyszeptałam troskliwie.
- Nie potrzebuję Twojej pomocy i  Ciebie. Tak samo jak ty. - dał mi do zrozumienia, że niekoniecznie oczekuje ode mnie współczucia i litości. - Nie zgrywaj Matki Teresy, tylko o to proszę! - odwrócił się plecami do mnie. Kierował się w stronę wyjścia, po drodze zabierając kurtkę i telefon.
- Gdzie idziesz? - założyłam ręce na piersi.
- To raczej nie twoja sprawa. Nikt przecież nie chce gadać z takim dupkiem i tchórzem. - parsknął.
- Zostań! - ponownie wypowiedziałam te słowa, by przemówić mu do rozumu.
- Przestań! Tylko tak możesz mi pomóc! - usłyszałam donośny ton.
- Zostawiając Cię z tym samym? O nie! - zaprzeczyłam jego wypowiedzi.
- I w czym ty mi możesz pomóc? Dasz mi bilet na Marsa, bym zniknął? I niby mnie nie znajdą? Jesteś gorszym tchórzem ode mnie!
- Na pewno! Gdybyś ...
- Gdybyś kilka lat temu była taka mądra, nie miałabyś teraz takich problemów! - wykrzyczał rozdrażniony.
- Słucham? - otworzyłam buzię ze zdziwienia. Michał był ostatnia osobą, która mogłaby mnie potępić.
Zbliżył się do mnie i złapał za brodę.
- Daj mi spokój. - gwałtownie oderwał swoją rękę od mojej twarzy, tak, by zabolało jeszcze bardziej. Aby zniwelować narastający i pulsujący ból, przyłożyłam zimną dłoń do brody. Odwróciłam się na pięcie i oparłam o blat kuchenny. Stałam i z niedowierzaniem myślałam o tym co właśnie mi zrobił.
- Przepraszam. - wyszeptał, co zignorowałam spuszczając wzrok na podłogę. Podszedł do mnie i próbował mnie objąć, lecz zaprzeczyłam temu.

- Marcelina... Gdzie jest? Odebrałeś ją? - uderzyłam go w ramię krzycząc przerażona.
- Jest u mojej ciotki! Nie chciałem żeby uczestniczyła w tym całym zajściu.
- W takim razie jadę po nią. - oznajmiłam chwytając za kurtkę. - A Ty... - spojrzałam na wysokiego mężczyznę. - Wynoś się! - wskazał mu drzwi. Patrzył na moją bezradną i rozgniewaną minę i wyszedł za moją ponowną prośbą. - I nie pokazuj mi się więcej! - krzyknęłam do zamkniętych już drzwi. Otarłam łzy po czym wyszłam w celu odebrania córki.

Sprawnie dotarłam na miejsce. Zapukałam do mieszkania i od razu weszłam. Wołałam Marcelinkę i przemieszczałam się po domu. Znalazłam ją przy stole układającą puzzle. Natychmiast przytuliłam się do mojej małej.
- Misia... - wtuliłam się w jej włosy. Ciotka siatkarza dopytywała się czy coś się stało, że wbiegłam. Udałam, że nic.  To nie ja powinnam się jej tłumaczyć z czegokolwiek.
- Proszę porozmawiać z bratankiem. -zwróciłam się do 44-latki. - A i dziękuje za opiekę nad Miśką. - podziękowałam na odchodne.
Marcelinka była przestraszona zaistniałą sytuacją.
- Nic się nie stało kochanie. - zapięłam pasy pasażerce. - Wszystko ok. - odpowiedziałam na jej pytanie.
- Cholera, nic nie jest okej. - wykrzyczałam sama sobie. Przeszłam obok maski samochodu i wsiadłam do niego, by zawieźć nas do mieszkania.

*
Hej! Jak się podoba? Zadziało się w tym rozdziale, bo chciałam mieć podstawę do dalszego pisania, by was nie po zanudzać. 
Piszcie komentarze, bo to naprawdę motywuje. 
PS: Niedługo mała niespodzianka. :D 

Pozdrawiam, Paullien <3 

6 komentarzy:

  1. No to się porobiło. Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Czekam na kolejny z niecierpliwością 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. No no, mieszasz, dziewczyno mieszasz, ale mi się to bardzo podoba. Nie wiem co mam dalej pisać.
    Rozdział świetny
    Czekam na kolejny
    Pozdrawiam i weny życzę
    Buziak❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie komentuje, ale pamietaj, że czytam zawsze *_*
    O matko co tu się dzieje?
    Mieszasz oj mieszasz xd nikt się takiego obrotu spraw nie spodziewał, a ja tym bardziej! Xd
    Czekam na wiecej!
    Całusy ;*
    Pozdrawiam Cicha.

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic