Rozdział 7



Wieczór nadszedł szybko. Razem z Marceliną zaczęłam przygotowywać kolację. W międzyczasie odebrałam kilka telefonów w tym od przyjaciółki i rodziny. Zapowiedziałam tym samym swoją obecność w domu rodzinnym i Krakowie, lecz okazało się, że rodzice aktualnie spędzają urlop nad morzem w Gdańsku, a Ola - wyjechała do Liverpoolu do pracy. Ponagliłam małą dziewczynkę, by umyła rączki i zasiadła do stołu. W połowie trwania posiłku zerwała się gwałtownie z krzesła i włączyła telewizor na powtórkę transmisji wczorajszego meczu Bełchatowa ze Szczecinem. Z entuzjazmem oglądała wymianę piłki i oklaskiwała każdą udaną akcję bełchatowian. Sprzątając ze stołu kilka razy prosiłam, by ściszyła głośność TV i przy okazji swoją buzię. Kątem oka zerkałam na spotkanie i śmiałam się z reakcji Marceliny po wygranym secie, który zakończył mecz.
- Chodź spać. - podniosłam ją z podłogi.
- Tata wygrał. Widziałaś zagrywki? Były takie wow. - uśmiechnęła się szeroko.

Zanim córeczka zasnęła poprosiła mnie o przeczytanie kilku rozdziałów bajki na dobranoc. Po wykonaniu zadania przykryłam ją i opuściłam dając buziaka.

Gdy wychodziłam z pokoju chwyciłam na telefon i zaczęłam przeglądać Instagrama. Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
- Cześć! - za nimi ujrzałam Wojtka w skrzatowej bluzie.
- Hej! - zdziwiona przyglądałam się mężczyźnie.
- Mogę wejść czy będziemy tak stali?
- Yyy, wejdź. - zaprosiłam go do środka. - A co tu robisz? O tej porze? - zamknęłam drzwi.
- Przyjechaliśmy do Warszawy na mecz, więc korzystając z okazji chciałem zobaczyć córkę. - uśmiechnął się i założył ręce na piersi.
- Córkę? Mogłeś przyjść wcześniej... - podniosłam brew,
- Paulina... - chwycił mnie za rękę  a ja zacisnęłam ją i przytuliłam się do niego. Zaplotłam swoje dłonie wokół jego ramion.
- Nie, stop! - oderwałam się od chłopaka. - Co ja robię? - zakryłam swoją twarz dłońmi. Wojtek chwycił za moje nadgarstki i zmusił mnie do wymiany spojrzeń.
- Chyba musimy pogadać. - usiedliśmy oboje obok siebie na kanapie. Zakryłam twarz włosami a Wojtek tylko je odgarniał. Podniósł mój podbródek i spojrzałam w jego oczy. On szeroko uśmiechnął się i spowodował to samo u mnie.
- Masz ładny uśmiech. - dotknął palcami moich warg. Odwróciłam gwałtownie głowę, po chwili wróciłam do poprzedniej pozycji. Czułam na moim policzku jego ciepłą dłoń, która głaskała moją skórę.
- Pamiętasz jak pierwszy raz się poznaliśmy? Miałeś na sobie podobną bluzę, tyle że z innego sezonu. - poprawiłam mu kaptur, który sterczał z boku.
- A Ty miałaś spięte włosy w niedbały luźny kok. Co chwilę poprawiałaś opadający tobie na czoło kosmyk i zakładałaś go za ucho. - uśmiechnął się szeroko i przykucnął na przeciw mnie. Objął moje dłonie.
-  Chcę się pogodzić. Tak na zawsze. Nie chcę żądnych spin między nami, zwłaszcza ze względu na naszą córkę. Zależy mi na was. - spojrzałam w jego szklane oczy.
- Masz rację. - dodałam po chwili namysłu. - To wszystko kiedyś musi się skończyć. Teraz jest i będzie inaczej. Nie chcę by Marcelina w jakikolwiek sposób cierpiała. - odwzajemniłam uśmiech. - Ale jak coś spieprzysz, to pożałujesz! - zagroziłam.
- A więc, odpowiesz mi na jedno pytanie? - spojrzałam na jego poważną minę. Czułam, że chce zapytać o TO. Po to tu przyszedł. Wzięłam głęboki oddech, po czym usłyszałam. -   Nadal mnie kochasz?
- Tak, ale nie tak jak kiedyś. Dużo się zmieniło. Ty się zmieniłeś i przede wszystkim ja. Nic nie jest takie samo i nie będzie. Nasze relacje były czasem dziwne - pełno w nich złości i pogardy. Źle to nas doprowadziło. Kłótnie i te wszystkie szarpaniny, wypowiedziane przykre słowa. Nie powinno tego być. Ale stało się. Wiele wycierpiałam, ale dzięki temu stałam się silniejsza. - powiedziałam na jednym oddechu. Patrzyłam na jego otwarta buzię. Po chwili położył swoją głowę na moje kolana i objął mnie w pasie. Schyliłam się i pocałowałam jego kark i wtuliłam nos w kasztanowe włosy.
- A Ty? - szepnęłam.
- Obie... Kocham was obie, ale ... - na początku jego wypowiedzi czułam przyjemny dreszczyk, ale gdy wypowiedział ostatnie słowo, poczułam się znacznie gorzej. Wiedziałam, że jest coś  ktoś na rzeczy. Miałam uczucie, że zaraz powie coś, co sprawi, że uderzę go w twarz. Wstał gwałtownie odrywając się od moich kolan i przerywając tym samym moje przemyślenia.
- Posłuchaj... - złożył ręce do modlitwy i skierował wzrok na mnie.
- Masz kogoś? - zamknęłam na chwile oczy by ukryć łzy. Chciałam go udusić.
- Z Anią znamy się od niedawna... - westchnął głęboko.
- A ja co niby przed chwilą zrobiłam? Wyznałam ci miłość!!! - wstałam i krzyczałam na niego wyzwiska jak opętana. Wojtek wstał i chwycił mnie za łokcie. Szarpnęłam i odsunęłam się od siatkarza. Z całej siły popchnęłam go w kierunku wyjścia. Usilnie próbował się bronić prosząc o wyjaśnienie.
- Po co tu w ogóle przyszedłeś? - powstrzymał moją dłoń przed uderzeniem go w twarz.
- Uspokój się wariatko! Wszystko Ci wyjaśnię. - powiedział chłodnym tonem.
- Po co? Wynoś się! - krzyczałam nie panując nad tym co robię. Osunęłam się na podłogę i zakryłam twarz dłońmi płacząc rozpaczliwie. Wojtek usiadł przy mnie i patrzył na mnie. Próbował zabrać ręce i odsłonić mi twarz, ale w porę obroniłam się.
- Przepraszam, nie wiedziałem że tak zareagujesz. - szepnął. - Paulinka, spójrz na mnie... - głos mu się łamał i brakowało tylko chwili by się rozpłakał. Siedzieliśmy na podłodze w ciszy  ponad pół godziny. Wojtek podparł głowę ręką i miał zamknięte oczy.  Po jego policzkach płynęły łzy. Przetarłam swoje oczy i podniosłam wzrok na mężczyznę. Głęboko odetchnęłam by usłyszał. Otworzył oczy i gapiliśmy się na siebie przez dłuższą chwilę mając grobowe miny.
- Jestem głupia. Masz swoje życie... - nie wiedziałam kompletnie co mówię. Nie kontrolowałam siebie. Byłam otumaniona z zazdrości. Musiało minąć kilka minut zanim ocknęłam się i zaczęłam racjonalnie myśleć nad tym co wypowiadam.

Wstałam i zachwiałam się. Na szczęście utrzymałam równowagę dzięki Wojtkowi, który podał mi swoją rękę, którą złapałam w ostatniej chwili. Miałam nogi z waty. Doczołgałam się na kanapę i usiadłam na oparcie. Siatkarz wstał i stanął obok drzwi. Patrzył raz na wyjście, raz na mnie. Przetarł twarz dłonią i skierował się w moją stronę. Zabrał krzesło z kuchni i okraczył je siadając na przeciw mnie.
- To, że mam kogoś, nie znaczy, nie odetnę się od Was. Wręcz przeciwnie, pragnę utrzymywać kontakt z wami.  - oznajmił.
- Wiem, tylko ... myślałam, że jest dla nas szansa. - próbowałam wytłumaczyć się z mojego zachowania.
- Skrzywdziłem Cię. Wykrzyczałaś mi to w twarz. Okej, też miałem małą nadzieję, że wrócimy do siebie. Długo nad tym myślałem. Doszedłem do wniosku, że jeśli nasz związek miałby opierać się na kłótniach, to nie tędy droga. - zmarszczył czoło.
Patrzyłam na niego, przyznając mu całkowitą rację.
- Masz rację ... To nie miałoby przyszłości. - zrozumiałam z wielkim bólem serca. Uśmiechnął się powodując tę samą reakcje u mnie.
- Przyjaciele? - jeszcze tego brakowało. Podał rękę a ja niechętnie zacisnęłam ją. Dopiero co podjęłam jedną z najtrudniejszych życiowych decyzji,a on wyskakuje z takim czymś. Zabolało jeszcze bardziej, ale nie miałam siły zrobić mu z tego powodu kolejnej awantury. Miałam ochotę tylko na to, by położyć się do łóżka i zapomnieć o zaistniałej sytuacji. Wyprosiłam go z mieszkania, gdy zaczął mówić o wysokiej blondynce, która pracuje jako modelka. Bla bla bla. Akurat chciałam o niej rozmawiać.




Piątek zaczęłam od krótkiej retrospekcji wczorajszego wieczoru. Płakałam. Postanowiłam zapomnieć o tej rozmowie. Nie potrafiłam. Mężczyzna, który nadal był w moim sercu, teraz należał do innej kobiety. Ciężko się z tym pogodzić. Niestety, jestem skazana na niepowodzenie w związkach. Wstałam i wzięłam zimny prysznic. Ze względu na wolne przedpołudnie, pozwoliłam sobie i córce na odrobinę leniuchowania. Dziś Marcelina spędzi druga część dnia z opiekunką.
Spanie do 9 dobrze wpłynęło na moje samopoczucie, nie wliczając moich porannych rozterek. Podeszłam do ogromnego lustra w łazience i popatrzyłam na odbicie.
- Piękna jesteś mamo! - usłyszałam za sobą. Pocałowałam Miśkę i skomplementowałam ją tym samym.

Po obfitym i pysznym śniadaniu oglądałyśmy program dla dzieci. W międzyczasie posprzątałam mieszkanie i wypiłam kawę. Potem wybrałam się z córką na zakupy do spożywczego, by zrobić zapasy na weekend. Niestety, spędzamy go samotnie w Warszawie.

Po udanych zakupach przyszedł czas na zaproszenie do nas opiekunki. Gdy pojawiła się w mieszkaniu pożegnałam się  z córką, która chętnie zgodziła się na wspólne spędzanie czasu z panią Krysią -  44-letnią ciocią Michała Filipa. Zawsze, gdy przychodzi do siostrzeńca, wpada do nas na kawę a niekiedy jest moja ostatnia deską ratunku, gdy muszę zostawić Marcelinę.

Po godzinie 19 zjawiłam się w domu. Pragnęłam rzucić się na łóżko i zasnąć u boku córeczki.
- Hej! - przywitałam się, gdy weszłam do domu i zamknęłam drzwi. Od razu zjawiła się Marcelina i rzuciła się w moje ramiona. Ucałowałam ją kilka razy w szyję i mocno wtuliłam się w jej włosy.
- Cóż za słodki widok. - Michał uśmiechnął się szeroko i rozłożył ręce na boki. Podszedł do nas i przytulił się. Zachwialiśmy się. Zrobiliśmy kilka kroków w tył a potem siatkarz odłączył się od uścisku. Trzymałam Marcelinę na rękach i całowałam.
- Tęskniłaś? - zapytałam.
- Bardzo. - wtuliła się we mnie.
- Jest twoja ciocia? - zapytałam kolegę.
- Nie ma. Wyszła na chwilę, dlatego tu jestem. Poprosiła bym zaopiekował się małą. Nie masz chyba nic przeciwko? - wyjaśnij i spojrzał na mnie niepewnie.
- Nie, dziękuje Tobie, że miałeś odwagę i chęci zostać z małą łobuziarą. - wypuściłam córkę z objęć, która podreptała w stronę Michała. Przybiła z nim piątkę i uciekła do kuchni po sok i ciastka.
- Nie za dużo słodyczy? - ucałowała córkę w czoło. Siedziała przy kuchennym blacie i zajadała smakołyki.
- Zjadła grzecznie obiadek i posprzątała zabawki. Chyba się jej należy. - wtrącił siatkarz. - Może tobie zrobię coś do jedzenia? - zaproponował.
- W takim razie, kuchnia do twojej dyspozycji. - objęłam przyjaciela i poszłam w stronę łazienki, by się odświeżyć. Spędziłam tam ponad pół godziny. Ciepła kąpiel, lekki makijaż i świeże ciuchy sprawiły, że poczułam się znacznie lepiej.
Michał i Marcelina w kuchni gotujący dla mnie posiłek - idealny widok. Siatkarz zaprosił mnie do stołu i zaserwował sałatkę z fetą i kurczakiem. Wsunęłam w try miga.
- Chyba Cię zaadoptuję. Będziesz mi gotował. - zaśmiałam się.
- Wujek będzie moim bratem? - zapytała 3-latka z udawanym zdziwieniem. Michał poczochrał jej włosy. - Mogę włączyć bajkę na laptopie? - zapytała i zgodziłam się.  Poszła do mojego pokoju i zamknęła drzwi.
Michał oparł się o krzesło i założył ręce z tyłu głowy.
- 3:1 z Bełchatowem. - powiedział po chwili z dumą. Przypomniałam sobie wtedy słowa Włodarczyka - że przyjechał na mecz.
- Gratuluję! Kolejne punkty w Warszawie.
- I 2. miejsce w tabeli! Jeszcze jeden lub kilka pojedynków i będziemy na szczycie. - uśmiechnął się szeroko. Podparł się ręką i gapił na mnie.
- Dopiero początek sezonu. Jeszcze wiele przed wami. - uspokoiłam kolegę.
- Jeszcze zobaczysz. Staniemy na najwyższym podium. Zakończyliśmy dobrą passę bełchatowskim tyłkom. - zaśmialiśmy się oboje.
- Nawet niezłe te tyłki. - podniosłam znacząco brwi.
- Nie lepsze od warszawskich. Takich bicków nie mają! - pocałował swój mięsień.
- Hahahhahah. - uśmiałam się do łez.
- Masz ładny uśmiech. - dotknął na chwilę moich warg. Poczułam się niezręcznie. W myślach przypomniałam sobie wczorajszą sytuację, gdzie Wojtek skomplementował mnie w ten sam sposób.  Siedzieliśmy blisko siebie, stykając się jedynie kolanami. Usłyszałam z jego ust szczere przepraszam. Przyjęłam przeprosiny z uśmiechem na twarzy. Siedzieliśmy wpatrzeni w swoje twarze dotąd, aż do mieszkania przyszła opiekunka Miśki. Wniosła pełna reklamówkę z zakupami, a Michał od razy podszedł jej pomóc.
- Ciociu, miałaś wyjść po kilka pączków, a nie po pół piekarni. -  chłopak rozpakowywał zakupy.
- Nie musiała pani kupować tego wszystkiego. Oddam pani pieniądze.
- To dla dziecka. Poza tym, kilka pączków i rurek nie kosztuje majątku. Potraktuj to jako prezent.
- Dziękuję. - przytuliłam się do kobiety.

Przez kilka chwil rozmawialiśmy, po czym pożegnałam się z gośćmi.


*
Długo czasu minęło od ostatniego wpisu. Mam nadzieję, że wybaczycie :* 
Miałam kilka planów na ten rozdział, ale postanowiłam że pogodzę tych byłych kochanków :) Nie wiem jak wy, ale czuję że robi się coraz ciekawiej. Będzie się działo w następnych rozdziałach, oj będzie :D  
PS: Dziękuje bardzo za ponad 3,000 wyświetleń <3 To jest mega motywujące do dalszej pracy <3
Stworzyłam zakładkę SPIS TREŚCI, by było łatwiej wam odnaleźć wpisy :) 


Pozdrawiam, Paullien <3 

1 komentarz:

  1. Mam nadzieję że Wojtek w końcu zrozumienie kogo tak naprawdę kocha.

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic